Zza okien autobusu oglądaliśmy plantacje kawy, małe wioski, pełne rozpadających się domów, szkoły- wyglądające jak blaszane baraki i lokalne sklepiki. Aż trudno było nam uwierzyć w “drogą Kostarykę” patrząc na tutejszą rzeczywistość. Dotarliśmy do Puerto Viejo późnym wieczorem. Już przy pierwszych postawionych tam krokach usłyszeliśmy propozycje zakupienia wszystkich znanych nam narkotyków, od marihuany, po LSD i kokainę. Tu handel odbywa się na ławce po supermarketem w samym centrum miasta. Temperatura i wilgotność dawały o sobie znać. Będąc, bardzo ciekawi miasta postanowiliśmy, zostawić rzeczy w naszym hostelu i wrócić w stronę rozbrzmiewającego reggae. W co drugiej restauracji odbywał się koncert na wolnym powietrzu. Z pobliskiej plaży docierały dźwięki gitary. Dziesiątki młodych ludzi przechadzających się ulicami, lokalny street food i muzyka tworzyły niesamowitą atmosferę tego miejsca. My zdecydowaliśmy się odpocząć na dzikiej plaży, przez resztę wieczoru planując swój pobyt na karaibskim wybrzeżu Kostaryki.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.


Hostel, który wybraliśmy znajdował się zaraz obok czarnej plaży, po której spacerowaliśmy kolejnego ranka. Zatrzymaliśmy się w jednym z barów, by skosztować lokalnej kawy. Między pobliskimi palmami rozwieszone były hamaki. Na jednej z nich widniał napis: ” Don’t worry, beach happy, be original, eat, drink and dance”. Nie pozostawało nic innego jak poddać się panującej tutaj relaksującej aurze. Puerto Viejo pełne jest zaawansowanych surferów i adeptów uprawiania tego sportu. Można tu wypożyczyć potrzebny sprzęt i zapisać się na lekcje. Dla miłośników oglądania podwodnego świata możliwość nurkowania i podziwiania przepięknej rafy koralowej. Znajdziemy tu miliony sklepów z pamiątkami, sprzedających ręcznie robione bransoletki i naszyjniki oraz płyty z muzyką Boba Marley’a. W ciągu dnia można tu spróbować świeżych owoców i wody kokosowej kupionych na małych straganach.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.


Po południu postanowiliśmy przenieść się na camping do oddalonej o 16 km Cahuity. Złapanie autobusu okazało się być trudnym zadaniem w niedzielę. Postanowiliśmy spróbować szczęścia w łapaniu stopa. Do połowy drogi pick-upem podwiózł nas Amerykanin, resztę trasy pokonaliśmy przypadkowym szkolnym autobusem. Do celu pozostał nam kilometr pieszej wędrówki. Camping Maria to absolutnie tropikalny klimat. Plaża, palmy, leniwce i kolorowe żaby, naturalny basen stworzony z morskiej wody. W tym małym raju rozłożyliśmy swój namiot. Z właścicielami obiektu i zapoznaną parą podróżników wybraliśmy się na koncert do reggae baru. Magiczna muzyka porwała wszystkich do tańca. Pierwsza prawdziwa karaibska impreza, na której mieliśmy okazję się bawić.


Przyszedł też czas na rozmowy z lokalną społecznością o realiach tutejszego życia. Zastanawialiśmy się już wcześniej jak połączyć obraz małych i biednie wyglądających miasteczek z prawdziwie europejskimi cenami w sklepach. Koszty tutejszej codziennej egzystencji przewyższają o wiele zarobki przeciętych mieszkańców, co niejednokrotnie zmusza ich do życia w skrajnej nędzy, nieludzkich warunkach mieszkaniowych. Polityka rządu nie poprawia istniejącej sytuacji, socjalne wsparcie od Państwa jest żadne, nadmorskie kurorty żyją z turystyki, pozostali próbują przetrwać zarabiając na swoich małych gospodarstwach. Okazuje się, że kolorowa Kostaryka z pocztówek ma mało wspólnego z rzeczywistością. To kraj, który cały czas walczy z wieloma polityczno-gospodarczymi problemami.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.


Dla nas było to miejsce, które musiało stać się obowiązkowym punktem podróży ze względu na roślinność i żyjące tu zwierzęta. Chcieliśmy zobaczyć to wszystko z bliska. Park Narodowy Cahuita okazał się absolutnie bezbłędnym wyborem. Już od pierwszych kroków postawionych na szlaku dało się odczuć, że jesteśmy tu intruzami, że wchodzimy na teren absolutnie dzikiej przyrody. Wystarczyło się na chwilę zatrzymać, by usłyszeć miliony dziwnych dźwięków docierających do nas z różnych stron. Niecały metr od nas w ziemię uderzył niedojrzały owoc z pobliskiego drzewa. Okazało się, że to niezadowolone z zakłócania ich spokoju małpy próbowały celować w nas czym miały pod ręką. Pod naszymi nogami przebiegały jaszczurki i gekony. Przy jednej z plaż postanowiliśmy zrobić sobie krótką przerwę i poobserwować przyrodę. Towarzystwa, z resztą bardzo bliskiego, dotrzymywał nam szop. Początkowo uważaliśmy go za przyjaznego i przyzwyczajonego do ludzi. Okazało się, że zainteresował się nami tylko w związku z polowaniem na naszą paczkę ciastek, po które ostatecznie rzucił się na nas z pazurami. Niecały kilometr dalej na drodze pojawiła się żararaka rogata. Jeden z bardziej jadowitych węży na tej części kontynentu, zabijający jednym ukąszeniem w 15 minut, leżał właśnie na gałęzi oddalonej o nas o ledwo pół metra. Przedzierając się przez tą zamkniętą w Parku Narodowym dżunglę zdajesz sobie sprawę jak dzika i niebezpieczna jest tutejsza przyroda. Pomimo że otwarta dla zainteresowanych podróżników to wciąż nieobliczalna. Trzeba posiąść ogromną wiedzę na temat żyjącej tu fauny i flory, by pewnie poruszać się po tutejszych szlakach. To jednak dalej nie gwarantuje wyjścia stąd w jednym kawałku. Im dalej byliśmy od bram Parku, tym bardziej czuliśmy się mali i bezbronni. Słońce co raz mniej przedzierało się przez ciemny, tropikalny las, przemierzaliśmy kolejne drewniane mosty, nad naszymi głowami wisiały kolorowe, ogromne pająki. Zejście kilka metrów w bok od szlaku zaowocowało dziwnymi ukąszeniami, po których nie czuliśmy rąk aż do końca wędrówki, na nic zdały się repelenty, którymi byliśmy pokryci jeszcze przed rozpoczęciem trekkingu. Wyszliśmy cali z bagażem wrażeń. Takie wyprawy uczą prawdziwego szacunku do przyrody.
Okazało się, że nasz camping też pełen był ukrytego wśród drzew i krzewów świata. Kolorowe rzekotki żyjące pośród traw miały na sobie toksyczną wydzielinę, niektóre z roślin okazały się być piękne dla oka, ale ich dotknięcie okupione było poparzeniami skóry. Swoją wiedzę wzbogaciliśmy dzięki mieszkającemu w okolicy, lokalnemu przewodnikowi, który zajmował się fotografowaniem fauny i flory Ameryki Środowej i Południowej. Od niego uzyskaliśmy wiele wskazówek na temat czekających nas wypraw po amazońskiej dżungli.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.


19 marca znów znaleźliśmy się na moście oddzielającym Panamę od Kostaryki. Opłaciliśmy obowiązkowy podatek wyjazdowy z kraju i wyruszyliśmy w drogę powrotną na zaprzyjaźniony camping w Chiriqui. Część trasy udało nam się przemierzyć samochodem z Indianami zamieszkującymi Bocas del Toro. Tym razem komunikacja była jeszcze trudniejsza. Nikt z nas nie potrafił mówić nawet po hiszpańsku. W milczeniu i z ogromną nadzieją dojechania w zaplanowane miejsce przemierzaliśmy piękne wybrzeże Panamy, by nocnym busem dojechać do Boquete.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.


Spędziliśmy kolejny tydzień we wspaniałej atmosferze na campingu “Spanish by the River”. Były ogniska z pieczeniem pianek, tapas night, lepienie pierogów i wspólne robienie pizzy. Poznaliśmy podróżników, ludzi z całego świata, o których będziemy długo pamiętać.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.


Udało nam się zobaczyć miejsca, na które nie wystarczyło czasu ostatnim razem. Pojechaliśmy autostopem do kanionu Gualaca. Fantastyczne miejsce, by spróbować skoków z wysokości. Głęboki na, 45 metrów kanion otaczają wysokie skały. Dla mniej spragnionych ekstremalnych wrażeń relaks w wyżłobionym przez rzekę naturalnym jacuzzi.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.


Innego dnia wybraliśmy się na trekking na szlaku “El Pianista”. Trasa prowadzi pomiędzy kilkoma wiejskimi posiadłościami, by w połowie drogi dotrzeć do tutejszej dżungli. Kilka przepraw przez rzeki i górskie strumyki. Ścieżka prowadzi do punktu widokowego przez wykopane w ziemi korytarze pokryte mchem i konarami drzew. Szlak jest słabo oznaczony, więc nawigacje prowadziliśmy samodzielnie, kierując się według uprzednio ściągniętych map. Z góry przy dobrej pogodzie rozciąga się panorama na okolice Boquete.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.


Przyszedł czas na pożegnania i nocną wycieczkę autobusem do Panama City, by z lotniska Tocumen dostać się na pokład samolotu lecącego do Kolumbii. Brzmi banalnie prosto, ale ilość problemów, z którymi spotkaliśmy się próbując opuścić Panamę przewyższyła nasze najśmielsze oczekiwania, o czym przeczytacie w naszym kolejnym poście.


Wizualizacja naszej podróży przez Kostarykę:

 


Jeśli podobają Ci się nasze teksty zostaw komentarz i polub naszą stronę na Facebooku! Dla Ciebie to tylko jedno kliknięcie, dla nas satysfakcja i motywacja do dalszej pracy!

[ ENGLISH SUMMARY ]

It’s hard to believe in “expensive Costa Rica” when you are looking at almost destroyed houses, schools and small local shops. We arrived in Puerto Viejo late in the afternoon. We were welcomed by the local drug dealers offering us all kinds of narcotic substances that we could have possibly imagined – from marihuana to LSD and cocaine. Here the drug market is located on a random bench right next to the supermarket in the city center.


In every second restaurant there was a  ” live music” concert. From the nearby beach you could have heard guitar players. A magic atmosphere was created by a thousand young people walking around, dancing, singing and eating local meals from “street food” spots.

Costa Rica was our “must see” during this travel because of a wide variety of plant and animal species That’s why we decided to visit Cahuita National Park. Monkeys, raccons, lizards, colorful spiders. Our hiking trail was amazing and breathtaking, but also dangerous, considering poisonous snakes and a lot of insect bites that we got despite a lot of repelents that we had used before. Be respectful for the wild nature-that’s what we have learned.


On the 19th of March we arrived again to the Panamanian border. We were hitchhiking back to Boquete getting on the cars with Indians from Bocas del Toro. We spent a great week in the camping site “Spanish by the river”, where we met travelers from all over the world, people that we will never forget.
During our last few days in Panama, we have managed to swim in a spectacular canyon in Gualaca and hike the ” El Pianista” trail in the rainforest. From Panama City we took a flight to Bogota to face new adventures.


If You like our website, leave us a comment and “like it” on Facebook. For You it’s just few seconds, for us it’s a great motivation to improve!


7 Komentarzy

Michaelm · Maj 23, 2018 o 3:50 am

Greetings! This iѕ my first visit to your blog!
We are a group of volunteers and starting a new initiative іn a community in the same
niche. Your blog provided us valuable informatiоn to work on. You haѵe done a extraordinary job!

Kate · Maj 21, 2018 o 1:53 pm

І muѕt thank you for the efforts you have
put in penning this blog. I’m hoping to check oսt the samе high-grade ϲontent from you later оn as
well. In truth, your ϲreatіve writing abilities has motіvated me to get my
own website now 😉

Anonim · Maj 21, 2018 o 5:52 am

I am еxtremely impreѕsed together witһ your ѡriting aƅilities as
neatly as with the format to your ѡeblog. Is this a paid subject or did you modify it your sеlf?
Anyway stay uρ the nice high quality wrіting, it’s
rɑre to see a nice weblog like this one noԝadays..

Peek · Maj 18, 2018 o 7:46 pm

I like what I see so now
i’m fоllowing you. Look forward to looking into your web pagе yet ɑgain.

Tim · Maj 18, 2018 o 3:49 am

Нello to every body, it’s my first pay a
quick visit ᧐f this blog; this weЬlog сarries remarkable and trᥙly fine information in support of readers.

Nestor · Maj 17, 2018 o 3:12 pm

May Ӏ simply say what a comfort to discover somеbody who truly
knows what they are discussing online. You certainly know
how to bring an іssue to light and make it important.
More and morе people must check this out and understand this sidе of the story.
I was sᥙrprised yoᥙ ɑre not more popular sіnce you most certainly possess the gift.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *