Polska- wyjazd 7 lipca 2015 r.

To był rok, który zdecydowanie wzbudził w mojej głowie nieodpartą chęć wyjechania z Krakowa na dłuższy czas. Egzaminy na studiach, praca, kursy i budzisz się zmęczony, po kilku miesiącach nieprzespanych nocy. Chciałam po prostu skupić myśli na jechaniu przed siebie. Jakoś udało się namówić jeszcze dwóch wariatów
do założenia na plecy ciężkich plecaków i zmierzania gdzieś w Europę. Chyba wszystkich dookoła zarażam dziś moim najszczerszym na świecie uśmiechem. Ruszamy!!

Przygotowania..

Plecak 75 litrów jest w stanie zmieścić zaskakujące ilości rzeczy, przynajmniej w rozmiarze przeznaczonym dla małej blondynki. Zabraliśmy naprawdę wszystko ( myślę, że co najmniej połowę niepotrzebnie) ale wiecie jak to mówią, przezorny zawsze ubezpieczony. Więc ładowaliśmy co wpadło nam pod rękę, namiot, karimaty, śpiwory, scyzoryki, czołówki, przenośną kuchenkę, kubki, garnki, tony T-shirtów, ciepłe bluzy i kąpielowe stroje, kilogramy jedzenia w postaci konserw, pasztetów, kabanosów i obowiązkowych zupek chińskich, zapasy kartonów, markerów, no i obowiązkowo gitarę, ukulele i cały potężny sprzęt audiovideo. Jak myślicie jakie mieliśmy miny, kiedy podnieśliśmy nasze bagaże? Cóż niejedne z najszczęśliwszych, choć bardzo się staraliśmy trzymać fason zakładając na plecy te dwadzieścia parę kilogramów. Dom na plecach przecież musi trochę ważyć prawda?? Zabraliśmy ze sobą jeszcze jedną specjalną koszulkę, taką która miała zostać naszą pamiątką, zbierać życzenia i podpisy od naszych kierowców. Mieliśmy też zapakowaną mapę, praktycznie nie?? Tylko
nie do końca wiem po co i tym razem ją zabieram, skoro w poprzednich podróżach jeszcze nigdy nie okazała się przydatna. Kreskę na niej jest zrobić bardzo łatwo siedząc przy piwie czy gorącej kawy, marząc o tym, gdzie tym razem się pojedzie. Tylko, że podróż wybiera sama swój kierunek, często zupełnie niezależnie od nas.

Potem już było nam łatwiej, piękny słoneczny dzień i pierwsza tabliczka, pierwsze uśmiechy do kierowców. Tak sobie pomyślałam, że w trójkę z takimi ogromnymi bagażami może nam nie być łatwo, ale udało się! Siedzimy
w pierwszym samochodzie. Kierowca absolutnie zafascynowany naszym pomysłem na wakacyjny wypoczynek, zadaje mnóstwo pytań. Po kilku kilometrach od przekroczenia granicy Krakowa auto niespodziewanie zatrzymuje się, niestety aby więcej już tego dnia nie ruszyć. My dzielni autostopowicze pomagamy więc sprowadzić auto na pobocze i zamiast wygodnie siedzieć sobie w klimatyzowanym, przestronnym wnętrzu znów trafiamy na słoneczne pobocze, by w pocie czoła pomagać innym. Wiecie co zabawnego było w całej tej sytuacji, to my bardziej przejęliśmy się losem kierowcy niż on sam. Na pytanie „ Co teraz ???“ i czy ma jakiś transport odpowiedział, wyciągając nogi i otwierając piwo w otwartym bagażniku: „Posiedzę sobie tutaj, przecież jest ładna pogoda, a Wy łapcie stopa dalej i nie przejmujcie się mną, macie jeszcze kawał drogi“. To pewnie prawda Pani Zbigniewie, mamy kawał drogi tylko nie za bardzo jeszcze wiemy gdzie.
Inspirująco beztroskie życie miał ten nasz nowy znajomy, zostawił nam nawet na naszej koszulce swój numer telefonu, krzycząc nam
za plecami: „Jak następnym razem będzie gdzieś ruszać w świat, zabierzcie mnie ze sobą“.


Na kolejny samochód nie czekaliśmy długo, zatrzymał się, choć niepewnie..Pierwsze zdanie, które padło z ust kolejnego kierowcy: „Zabiorę Was i mam nadzieję, że mnie nie zabijecie“ Ludzie się boją i trudno im się dziwić. Jedziesz sam, nas jest trójka i jeszcze tak nam wrednie z oczu patrzy..a tak poważnie obawiam się ja też, zawsze. Musiałam nauczyć się ogromnego zaufania do ludzi i wierzyć, że na świecie czekają na Ciebie tylko niesamowite przygody. I to jest chyba tak jak ze wszystkim, jeśli w coś mocno uwierzysz to właśnie tak będzie, póki co się sprawdzało.


 Dziś spotkaliśmy jeszcze jednego wspaniałego człowieka, który dał nam siłę do dalszych wypraw. Autostopowicze chyba po prostu przyciągają się nawzajem. Para młodych, pełnych życia ludzi z malutkim dzieckiem. Całe życie podróżowali w ten sposób. Chłopakowi udało się objechać dookoła świat. Teraz jeżdżą już razem, nawet we trójkę. Ich ostatnia wyprawa do Gruzji udowodniła, że w życiu wszystko się da, że tak naprawdę tylko Ty sam możesz siebie ograniczać.


Udało nam się dotrzeć do Krynicy Zdrój, dystans niezbyt imponujący, ale zapewniam Was, dzień pełen wrażeń. Szukaliśmy noclegu, jakiegoś za w miarę przystępną cenę. I gdy już udało nam się wszystko zorganizować, w miejskim autobusie dostaliśmy propozycję spania w ogrodzie u pewnego miłego starszego pana. Następnym razem na pewno skorzystamy, dziś było jeszcze zbyt dużo do obgadania, zbyt dużo przemyślenia na kolejne dni. Otworzyliśmy pierwsze kabanosy pierwsze piwo i rozmawialiśmy długie godziny, zasypiając z tysiącem pomysłów na kolejne dni.


Zapraszamy do rozdziału II Słowacja